Życie typowego singla

Mam na imię Daniel, pochodzę z Bielska-Białej. Moje życie przed rokiem 2014 było typową egzystencją singla. Bez większych planów życiowych, bez codziennej relacji z Bogiem, bez systematycznej modlitwy, za to z krótkotrwałymi relacjami z kobietami. Mogę powiedzieć: bez celu i prawdziwego szczęścia. Pamiętam jednak momenty, kiedy Bóg mnie dotykał, na przykład podczas Pierwszej Komunii Świętej albo wtedy, gdy służyłem jako ministrant. Przypominam sobie to wyjątkowe uczucie w sercu, Bożą obecność, kiedy stałem obok ołtarza. Przeżywałem też wówczas walkę duchową. Trenowałem karate, ale zastanawiałem się, czy to jest dobre. Czy nie lepiej poświęcić się służbie Bogu koło ołtarza? Wtedy jednak szatan zadbał o to, bym utracił tę wyjątkową łaskę bycia z Bogiem. Spowiadałem się raz do roku, nie w każdą też niedzielę byłem na Mszy świętej. Szatan „spaskudził” mi życie i spowodował liczne zranienia. Przeżyłem nieszczęśliwą miłość, bardzo złe kontakty z mamą i nieodpowiednie relacje z kobietami. (…)Moje życie we wspólnocie nie miało kolorowych początków. Pewnie też dużo w tym było mojej winy. Ja mam tyle projektów i zajęć, że nie zawsze mogłem w stu procentach poświęcić się wspólnocie. Bóg dawał mi też inne przestrzenie do ewangelizacji. Dzięki temu, że organizuję rekolekcje „Zranienia duchowe”, przestałem oceniać ludzi po zachowaniu, bo teraz wiem, że często wynika ono z ich przeszłości. Życie we wspólnocie to walka ze swoim egoizmem, pychą, zazdrością, chęcią bycia dostrzeżonym i pierwszym. Ja nie żywię jednak urazy do nikogo. Moja mama się śmieje, że teraz jestem taki, że nawet wroga przytulę.

Czytaj więcej w sierpniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.