Zostać klaryską

Kilka lat temu pewna dziewczyna słyszała, jak jeden z ministrantów wołał za nią, przekręcając słowa: „Klarystka!”. Nawet nikt nie kojarzył, jak ona naprawdę ma na imię, bo wszyscy zwracali się do niej: „Klara”. Kiedy zagrała w oazowej sztuce postać świętej Klary, przyszła pierwsza myśl, że też chciałby prowadzić takie życie. I bardzo szybko sztuka teatralna stała się rzeczywistością. Kiedy spojrzała na krzyż z San Damiano, zakochała się, do szaleństwa. W Jezusie. „Dlatego chcę ją przynęcić, na pustynię ją wyprowadzić i mówić do jej serca”. (Oz 2, 16) (…) Zakony podtrzymują istnienie świata. Jak powiedział sam Pan Jezus siostrze Faustynie: „Biada światu, jeśli zabraknie zakonów” (Dz. 1434). Kościół, szczególnie w pierwsze czwartki, w dniu poświęcanym życiu konsekrowanemu, modli się o powołania. Ale skąd młody chłopak czy dziewczyna może wiedzieć, że ma powołanie? Co to znaczy „powołanie”? Z tymi pytaniami jadę do kontemplacyjnego klasztoru klarysek, do Skaryszewa pod Radomiem, gdzie witają mnie siostry. I to bardzo radośnie! Ta niegasnąca, franciszkańska radość, pokój, skromność i miłość, a w tym wszystkim taka zwyczajność, dają od razu do myślenia. To można żyć za kratami, zrezygnować z wszystkich cywilizacyjnych  nowości, nie mieć dosłownie nic i być jednocześnie szczęśliwym? Jedna z sióstr zdradza mi, że one, tak po prostu, zamieniły dobra doczesne na te wieczne.

rozmawiała: Dagmara Gałązka

Czytaj więcej w marcowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.