Zawsze będę stać przed Tobą – medytacja różańcowa

Było gdzieś około południa. Tumany kurzu, piasku i gorąca wzbijały się w górę, powodując w gardle i w nozdrzach niemiłosierną suchość. Już z oddali słychać było rubaszny śmiech, odgłos metalowej zbroi i przyspieszone, dudniące kroki rzymskich żołnierzy. Do pretorium prowadzono jakiegoś mężczyznę. „Na oko” miał może lat trzydzieści. Był wysoki i przystojny. Nawet Jego brudne szaty przyklejone do Ciała przez zastygłą krew i pot, sączące się jeszcze stróżki na wardze i czole, nie zdołały ukryć Jego Majestatu. Było coś niezwykłego w tym Człowieku. Przechodzący obok przyglądali się z ciekawością, kogo to kohorta prowadzi dziś przed tron Piłata. Ów mężczyzna – mimo nieprzyjemnego, wręcz dzikiego śmiechu żołnierzy, poszturchiwania, przedrzeźniania Jego ruchów – zachowywał spokój i godność. Widać było, że nie boi się ani żołnierzy, ani tego, gdzie Go prowadzą. A to jeszcze bardziej doprowadzało do wściekłości kohortę. Na twarzach wypisaną mieli zaciętość i dziką nienawiść.

tekst: Pocieszycielka Serca Maryi

Czytaj więcej w sierpniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.