Żarty i anegdoty ojca Pio

„Smutny święty, to żaden święty” – Ojciec Pio kierował swoim życiem według tego znanego powiedzenia. Miał on nieziemskie poczucie humoru, a także niezwykły dar od Boga. Był to dar rozbawiania innych, opowiadania dowcipów, kawałów, anegdot. W swojej okolicy mocno zasłynął z tego, że chętnie robił różne psoty i psikusy przyjaciołom. Szczególnie zadziwiające w tym świętym jest to, że mimo bolesnych stygmatów utrzymywał pokój ducha i dobry humor. Przykładem tego humoru może być jedno ze spotkań z wiernymi. Wtedy właśnie, gdy opowiedziano mu o profesorze z Florencji, który twierdził, że stygmaty są efektem autosugestii, medytacji i pragnienia współcierpienia Męki Pańskiej, ojciec Pio rzekł: „Powiedzcie mu, żeby wyszedł na pole. Potem niech bardzo intensywnie myśli, że jest krową. I zobaczymy, czy wyrosną mu od tego rogi”. Innym razem ojciec Izydor, który był hipochondrykiem, poprosił ojca o modlitwę, bo od miesiąca miał bóle głowy i zamierzał iść na badanie do szpitala. Gdy wrócił po badaniach powiedział: „Kochany ojcze, jestem zupełnie zdrowy. Niczego nie znaleźli w tej mojej biednej głowie”. Na to ojciec Pio śmiejąc się, odpowiedział: „O tym akurat wszyscy wiedzieli od dawna”. Oprócz zabawnych ripost często wykonywał też śmieszne gesty. Podczas pozdrawiania wiernych ojciec Pio często używał do tego chusteczki. Kiedy pewna kobieta poprosiła o błogosławieństwo, zamiast chusteczki użył prześcieradła. Tłum pękał ze śmiechu. A kobieta prosząca o błogosławieństwo bardzo się wzruszyła.

tekst: Adrian Gliźniewicz

Czytaj więcej w październikowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.