Zapiski z Północy o najboleśniejszych doświadczeniach na misji

Czy można przyzwyczaić się do śmierci? Dla nas, ludzi wierzących, śmierć nie powinna wywoływać smutku, bo przecież to koniec wędrówki człowieka po świecie i możliwość spotkania się z Bogiem. Oczywiście, zgadzam się z tym i w głowie mam obraz z 2 kwietnia 2005 roku, kiedy nasz kochany papież umierał i po pamiętnych słowach: „(…) powrócił do Domu Ojca” – emocjonalni Włosi zaczęli bić brawo. W tamtej chwili, gdy zobaczyłam rzeszę zapłakanych ludzi, z niesamowitym pokojem, wyrażonym przez delikatny uśmiech i oczy radośnie patrzące w niebo, śmierć przestała być dla mnie czymś złym. Przyjeżdżając na Północ, wiedziałam w teorii, że na tym terenie jest największy wskaźnik samobójstw na świecie, więc starałam się siebie przygotować na dość częste obcowanie ze śmiercią. Ale jakoś się tego nie bałam. Może tylko tego, że każą mi oglądać zmarłych, ale szybko oddaliłam tę myśl, bo od razu pomyślałam, że po prostu się na to nie zgodzę. I nie będę miała problemu. Cóż, wkrótce miało się okazać, jak bardzo się myliłam.

tekst: Magda

Czytaj więcej w lipcowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.