Zapiski z Północy czyli o rzeźbiarzu Atami, i Panu Jezusie płaczącym razem z nami

Atami jest mężczyzną około 50. Na jego twarzy maluje się wszystko to, co w swoim życiu przeżył. Każde załamanie, zmęczenie, zagubienie, zranienie ma swoją zmarszczę, która zniekształca jego twarz. Kiedyś był rzeźbiarzem. Bardzo dobrym. Każdy kawałek „soapstone” (miękki kamień używany, jako tworzywo do tradycyjnych inuickich rzeźb) i kości przerabiał na prawdziwe arcydzieła. Kiedyś też był znakomitym myśliwym. Szczególnie dobrze polował na wilki. Po wiosce chodziły legendy, że umiał wyczuć wilka dużo wcześniej, niż pojawił się na horyzoncie i nigdy nie wracał z polowania z pustymi rękoma. Dzięki temu, całej jego rodzinie nigdy nie brakowało pożywienia. Ale pewnego dnia rozsmakował się w alkoholu. Rozkochał się w domowych imprezach, na których gra się w karty tracąc wszystkie pieniądze. Spodobało mu się to tak bardzo, ze zapomniał o swoim darze. Zapomniał o rodzinie. Nic się nie liczyło dla niego oprócz zanurzenia ust w kolejnej szklance wina. Stracił wszystko. Jego dzieci razem z matką, któregoś dnia spakowały torbę i wyjechały do innej miejscowości. Opinia dobrego rzeźbiarza i zaklinacza wilków ustąpiła miejsca opinii „frajera”, który po każdej imprezie chodzi z poobijaną twarzą. Szacunek u Inuków jest bardzo ważny. To on sprawia, że dana osoba ma poważanie w wiosce. Dobra opinia jest decydująca, czy dana osoba otrzyma pracę. A dziś, tu w Whale Cove bez pracy i polowania głodujesz.

tekst: Magda

Czytaj więcej w listopadowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.