Za bardzo liczyłeś na siebie

Gdyby ktoś ich zapytał, czy się boją, wszyscy, jednogłośnie, z zażenowaniem musieliby przyznać, że tak. Łącznie było ich dwunastu. Przeważnie byli to rybacy, choć znalazł się wśród nich nawet celnik. Wysocy, barczyści, z bruzdami na twarzach, które w oczywisty sposób podkreślały jedynie fakt, że ciężka praca nie była im obca. A i doświadczenia  życiowe wyrzeźbiły na ich czołach niejedną zmarszczkę. Można było przypuszczać, że niegroźna im już jest żadna życiowa zawierucha. A jednak się bali… Na ich twarzach wyczytać można było jakiś niezrozumiały smutek, wyczekiwanie i tęsknotę za tym, co było, co utracili. W tym oczekiwaniu była niepewność, lęk przed nieznanym, a jednocześnie nadzieja, że może im się kiedyś uda spełnić nakaz Swojego Mistrza, aby szli i głosili światu Dobrą  owinę. „Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki” (Łk 10, 3). Piotrowi przypominały się akurat te słowa Mistrza. Pasowały do całej sytuacji. Bo przecież zebrali się w tym Wieczerniku jak owce bez pasterza, znikąd nie mogąc otrzymać pomocy. A tyle ostatnio przeżyli. Najpierw tragiczna śmierć ich Mistrza. I to jeszcze jak haniebna. Został ukrzyżowany! Świat im się zawalił. Zupełnie tego nie rozumieli. Przecież czynił takie cuda, uzdrawiał, uwalniał, wskrzeszał… Był taki dobry… A jednak – wydał swoje życie na śmierć. Potem, to nagłe Zmartwychwstanie! Piotr sam osobiście wszedł do grobu i znów przeżyli szok! Jezus Zmartwychwstał, to było pewne. Piotr dotknął nawet płótna, w które zawinięte było Ciało Mistrza. Nie zdążyli się Nim jednak długo nacieszyć, bo czekało ich kolejne niezrozumiałe wydarzenie. Na ich oczach – wstąpił do Nieba. Zostawił ich. To było już za dużo, zbyt intensywnie jak na prostych rybaków. Nawet nie próbowali pojąć tego rozumowo. Jedynie w swoich sercach – tak jak Jego Matka, Maryja, która teraz razem z nimi przebywała na modlitwie – rozważali i skrzętne przechowywali wszystkie te wydarzenia.

tekst: Pocieszycielka Serca Maryi

Czytaj więcej w grudniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.