Ogień Jezusa

Katolicki Miesięcznik Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa

Wspólnota Miłość i Miłosierdzie Jezusa Ludzie Wspólnoty

Z Jezusem na Kole Podbiegunowym

Pan Jezus naprawdę ma poczucie humoru. Magda, należąca do naszej Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa, powiedziała kiedyś Panu, że może jechać na misję. Nawet na biegun. No i stało się. Nie musiała długo czekać, a Pan wysłał ją na Arktykę. Po roku, przyjechała do Polski, na miesięczny urlop. Brakowało mi jej śmiechu i odwagi. Już przez telefon oznajmiła, że owszem, chciała pojechać, ale do Ameryki Południowej, ale…, że tego już w modlitwie nie ujęła, więc Pan Jezus, „zażartował” i wysłał ją na Północ. Musiałam czekać cały rok, żeby usłyszeć, jak się cieszy. Radość z niej tryska, mimo że przeżyła tam wiele.
Zanim opracowałam ten wywiad, Magda już zdążyła wrócić do swoich Inuitów. Pisze mi maile z końca świata. Sama siebie nazywa już – Magdą od Eskimosów. Nie boi się niczego. Jest tam z Jezusem. Choć mówi, że tęskni za rodziną, Wspólnotą i Polską – to mimo tego widzę, że zaufała Jezusowi do końca. Zostawiła wszystko i poszła za Nim. Oczywiście, płaczę, jak to piszę. Bóg na pierwszym miejscu zwyciężył w sercu Magdy.

Twoje pierwsze kroki na Arktyce. Jakie myśli Ci towarzyszyły? Cieszyłaś się czy może Cię to przeraziło?
Jak wysiadłam z samolotu wszystko „było w śniegu”. Czytałam kiedyś książkę i jakiś artykuł w gazecie, i wiedziałam teoretycznie, że śnieg ma tysiąc kolorów, ale „ciężko było” mi sobie to wyobrazić, ale rzeczywiście jest on w kilkunastu odcieniach. Ogólnie jest tam minus 40, ale inna jest temperatura odczuwalna, a inna na termometrze. Jak „masz wiatr”, a wiatr wieje praktycznie nieustannie, odczuwalna temperatura spada. Jak się wychodzi na zewnątrz zimą, zawsze czujesz ten pierwszy oddech, to tak jakbyś wdychała szkło, ale to jest tylko przez chwilę i człowiek się do tego przyzwyczaja. Marzną ci ręce, zdejmuję rękawiczki, chcę zrobić zdjęcie i nie jestem w stanie. Zanim aparat odblokuję, to znów muszę założyć rękawiczkę. Oczywiście, ręce odmroziłam. Latem, mamy tam temperaturę w słońcu aż plus 30, ale wieje tak chłodny wiatr, że i tak trzeba zakładać kurtkę, kiedy idziesz na spacer. To wszystko było nowe, dziwne, troszkę straszne, ale wiedziałam, że jestem tu, bo tu mam być i jestem gotowa służyć. Pan Bóg mnie tu wysłał, więc generalnie byłam i jestem bardzo pozytywnie nastawiona.

Czytaj więcej w styczniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.