To była długa noc

Była noc. Nadzwyczajna cisza. Jakaś majestatyczna. Zupełnie nieznana, obca. To nie była cisza, której się szuka, raczej ta, od której się ucieka. W tych ciemnościach ledwo rysowała się postać dorosłego mężczyzny. Klęczał. Głowa lekko pochylona w dół, łokcie opierał o kamień. Widać było, że się modli, a żarliwość, z jaką to robił, skruszyć mogła nawet ten kamień, który służył Mu za podpórkę.
Jezus wiedział, co Go czeka. Przed oczami przesuwały mu się kolejne sceny, Męka, Śmierć… „I począł drżeć, i odczuwać trwogę”. Tak, bał się. Jego człowiecza natura boleśnie odczuwała to, co miało nastąpić. Przez chwilę pomyślał o Maryi. Czy Jego Matka wie o Jego cierpieniu? Czy w Jej duszy zapadła tak gęsta noc jak w Jego? A uczniowie? Gdzie oni są? Powinni być z Nim teraz. Tak bardzo ich kochał. Wziął ze sobą najbliższych – Piotra, Jakuba i Jana. „Biedne dzieci” – pomyślał przez chwilę – oni jeszcze nic nie rozumieją.

tekst: Pocieszycielka Serca Maryi

Czytaj więcej w marcowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.