Święty z Pietrelciny i kierownictwo duchowe

Wstałam dzisiaj z bólem gardła i gorączką. O nie! Chyba „dopada” mnie angina. Trzeba się poratować. Lekarstwo na gorączkę, ciepła herbata i zaraz przejdzie. Jednak… nie przeszło, potrzebuję lekarza. Zbada, postawi diagnozę, przepisze odpowiednie leki i na pewno będzie lepiej. Hmm… A co, gdy przydarzy mi się jakiś wypadek? Gdy będę natychmiast potrzebować pomocy, bo moje życie będzie zagrożone: karetka, potem szpital, może jakaś skomplikowana operacja i długi powrót do zdrowia? No właśnie, gdy tylko doskwiera coś naszemu ciału i nie umiemy sami sobie z tym poradzić, biegniemy do lekarza. Ale czy tak samo reagujemy, gdy zachoruje nasza dusza? Biegniemy do konfesjonału, gdy skaleczymy swoje serce grzechem? Lub ciężko upadniemy i nie będziemy się mogli podnieść? Widziałam w jednym sanktuarium w Polsce napisy przyklejone na konfesjonale: „szpital duchowy”, „ostry dyżur”. Siedzi tam i czeka na nas sam ordynator intensywnej terapii… Jezus Chrystus, najlepszy lekarz… Biegniemy? Ludzie, przychodząc do spowiedzi, spotykają się z kapłanem, spowiednikiem. On to otrzymał w sakramencie kapłaństwa władzę odpuszczania grzechów, to on nas rozgrzesza, rozmawia z nami i poucza. Ale nie należy zapominać, że spowiadając się, rozmawiamy z samym Panem Jezusem i doświadczamy Jego miłosierdzia za pośrednictwem kapłana. Jeżeli sami nie potrafimy rozpoznawać dolegliwości i chorób duchowych, dobrze jest przystępować do spowiedzi regularnie. A najlepiej jest mieć swojego kierownika duchowego. Kim on jest? I czy różni się od spowiednika?

tekst: Anna Wojtyczek

Czytaj więcej w lipcowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.