Ogień Jezusa

Katolicki Miesięcznik Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa

Reportaż/relacja

Święty Mikołaj z Tolentino

Mamy XXI wiek. Nie wyobrażamy sobie życia bez telefonu komórkowego, ewentualnie smartfona. Podobnie rzecz ma się z internetem, laptopem, telewizją. Wiemy o wszystkim. Nie potrzebujemy wertować starych ksiąg, aby wyszukać potrzebnych nam informacji. Przykład z życia wzięty – zwyczajna rozmowa o postaciach z serialu. Cóż, chcemy – jak to się popularnie mówi – „spoilerować” (podać informację zdradzającą przyszłe losy, zdarzenia) losy jednego z bohaterów, ale zapominamy. Szybko wystukujemy w wyszukiwarkę kluczowe słowa i… mamy to! Wiemy wszystko o wszystkich i o wszystkim. Mówi się nawet o tak zwanym efekcie Google’a, kiedy nasz mózg skuszony korzystaniem z wyszukiwarki, nie kwapi się, by więcej zapamiętywać.
Wiek XIII. Na świat przychodzi chłopczyk. Mikołaj. Nicolo. Upragniony i wyczekiwany przez niemłodych już rodziców. Ponadto mama Mikołaja cierpiała na bezpłodność. Jednak udało się, dzięki wstawiennictwu świętego Mikołaja z Bari, przy którego grobie się modlili. O tym wielkim i pięknym cudzie nie wiedział wówczas cały świat. Nikt nie wrzucił przecież zdjęcia na Facebooka. Gdy Mikołaj ukończył 12 lat został ofiarowany Bogu do zakonu świętego Augustyna. Rodzice chłopca od początku mieli takie natchnienie, by w formie dziękczynienia ich syn należał do Pana. 7 lat później przyjął święcenia kapłańskie. Był wędrownym kaznodzieją i misjonarzem, ale najwięcej, bo aż 30 lat, spędził w Tolentino, miejscu, które wskazał mu anioł. Była to sąsiednia miejscowość jego miejsca urodzin.

tekst: Karolina Jankowska
Czytaj więcej w majowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.