Święty Brat Albert-brat wszystkich ludzi

To był piękny lipcowy dzień. Błękitne niebo bez chmur. Niedziela. Mimo to od samego rana czułam niepokój. Najpierw takie subtelne ukłucie, coś jak uwierający w bucie kamyczek. Ale z godziny na godzinę niepokój rósł. Delikatnie dotykałam brzucha, ale dziecko, które nosiłam w sobie od dłuższego czasu, nie poruszyło się ani razu. Martwiłam się coraz bardziej. To było moje czwarte dziecko, trudna ciąża, wiedziałam, że istnieje zagrożenie życia i jego, i moje. Mimo wszystko ubrałam się i poszłam na niedzielną Mszę świętą. Pod kościołem niespodziewanie spotkałam księdza, który od lat przyjaźnił się z naszą rodziną. Opowiedziałam mu o tym, jak bardzo się boję i poprosiłam o modlitwę. Na początku Mszy świętej nie byłam wstanie się skupić, wciąż myślałam o maleństwie, ale już na kazaniu, wstąpiła we mnie nadzieja. W pewnym momencie spojrzałam na witraż wiszący przede mną. Przedstawiał on świętego Brata Alberta. Brodaty zakonnik trzymający w dłoni bochenek chleba. Przyglądałam się wizerunkowi świętego i nagle w mojej głowie pojawiła się myśl…

tekst: Joanna Wołoszyn

Czytaj więcej we wrześniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.