Święta Klara zrodzona z miłości i dla miłości

Zapowiadał się zwykły dzień. Jak każdy inny. Słońce już od kilku chwil na dobre brało w posiadanie całą dolinę Umbryjską. Kilka pierwszych promieni, wdzierając się w szczeliny okiennic dormitorium w San Damiano, rozjaśniło całe pomieszczenie. Większość sióstr już od prawie godziny trwała na modlitewnym czuwaniu w zakonnym chórze; po zakończonej dopiero co Jutrzni mniszki właśnie odprawiały rozmyślanie. Ewangelia tego dnia przytaczała słowa Jezusa z Ostatniej Wieczerzy: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali…”. Dziś siostra Balwina nie mogła udać się na wspólne modlitwy. W nocy zbudził ją ból w prawym boku, który zdawał się zwiększać z każdą minutą. Pojękiwała bardzo cichutko, starając się powstrzymać naturalną reakcję w takiej sytuacji. Matka Klara wielokrotnie pouczała ją i inne siostry o wartości cierpienia, i o jeszcze większej wartości znoszenia go z cierpliwą miłością. „Jeśli będziesz z Chrystusem cierpieć, będziesz z Nim królować”. W przypadku siostry Balwiny ta nauka nie szła w las, dlatego prawie żadna z pozostałych sióstr podczas nocnego spoczynku nie zorientowała się, przez co ona przechodzi. Prawie… Bo jedna nie mogła nie wiedzieć – oczywiście Klara. Bóg powierzając jej pieczy kobiety –  prawdziwe Boże owieczki, podążające za swym Boskim Pasterzem, dał także jej udział w swym Boskim Sercu Pasterza…

tekst: s. Paulina

Czytaj więcej w lipcowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.