Święta Alfonsa Muttathupadathu

Piszę o świętych. I za każdym razem zadaję sobie pytanie: kto tym razem? Może nie uwierzycie, ale to zawsze jest dla mnie niespodzianką. Nieważne: czy jest to święty, którego dobrze znam (albo tak mi się zdaje…), czy też taki, o którym nigdy w życiu nie słyszałam. Oczywiście, zawsze ci nieznani są większą niespodzianką. Kiedy piszę o mało znanym świętym, myślę o tym, jak bogaty jest Kościół. Bogaty w ludzi, którzy w pełni oddali się (i oddają) tej Miłości, która jest wszystkim. Dziś chciałabym przedstawić świętą, o której z pewnością słyszało niewielu. Święta Alfonsa Muttathupadathu. Kim była? Na pewno młodą, śliczną dziewczyną. Ale nie taką, która przegląda się w lustrze i myśli o zabawie. Ona bardzo wcześnie odkryła, że chce swoje życie poświęcić Bogu. Nie zawahała się zawalczyć o swoje powołanie. I jest teraz pierwszą Hinduską kanonizowaną przez Kościół katolicki. (…)Jej życie za klasztorną bramą nie było łatwe. Cierpiała. Fizycznie i duchowo. Jednak nigdy się nie skarżyła. Wszystkie swoje trudności znosiła mężnie. Ofiarowała je Najświętszemu Sercu Jezusa. W roku 1936 jej dolegliwości ustąpiły na trzy lata. Podobno pomogło wstawiennictwo świętej Teresy od Dzieciątka Jezus, którą Alfonsa prosiła o pomoc. Po trzech spokojnych latach jej cierpienia wróciły ze zdwojoną siłą. Alfonsa nie załamała się, nigdy nie straciła zaufania do Boga. Jemu ofiarowała wszystkie swoje choroby – w intencji nawrócenia grzeszników. Jej motto to: „płonąć jak ogień, aby oświecić innych”.

tekst: Joanna Wołoszyn

Czytaj więcej w sierpniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.