Sługa Boży ojciec Wenanty Katarzyniec

Zapomniany. Nieznany. Cichy i skromny. Żył krótko i tak po ludzku nie zrobił niczego ważnego. A jednak dziś za jego  wstawiennictwem dzieją się cuda. A on nie jest jeszcze nawet ogłoszony błogosławionym. Ojciec Wenanty Katarzyniec. Franciszkanin. Czcigodny Sługa Boży. Do niedawna nic o nim nie wiedziałam. Kompletnie nic. Po raz pierwszy zobaczyłam informacje o nim na jakimś internetowym portalu. Spojrzałam na zdjęcie i… nagle stał mi się bliski. Spokój, prostota. Jasna, czysta twarz. Twarz świętego. (…) Właściwie historia ojca Wenantego jest ściśle związana z osobą świętego Maksymiliana. Przyjaźnili się, choć ich przyjaźń nie trwała długo. Przynajmniej tu – na ziemi. Dobrze się rozumieli. Ojciec Wenanty wspierał świetego Maksymiliana, kiedy tworzył on swe dzieła – Milicję Niepokalanej i miesięcznik „Rycerz Niepokalanej”. Święty Maksymilian doceniał to wsparcie. Radził się nawet Wenantego. A on… w swojej skromności, przeczuwając, iż nie będzie długo żył, napisał: „Raczej ci nie pomogę, bo wcześniej umrę, ale jak umrę, to ci wszystko załatwię”. To były prorocze słowa. Święty Maksymilian po śmierci ojca Wenantego kilka razy prosił go o wstawiennictwo w bardzo trudnych sytuacjach. Za każdym razem otrzymywał to, o co prosił. Zachowały się teksty, w których święty Maksymilian pisze o tych sytuacjach. Dotyczyły początków „Rycerza Niepokalanej”. Kiedy okazało się, że nie ma pieniędzy na pierwszy numer, święty Maksymilian poprosił kleryków: „Módlcie się do Matki Bożej za przyczyną ojca Wenantego, by miesięcznik mógł wyjść już w styczniu”. Modlitwa była skuteczna. Pierwszy numer miesięcznika ukazał się planowo.

tekst: Joanna Wołoszyn

Czytaj więcej w listopadowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.