Słowo

Właściwie to miałam pisać o czymś innym. No tak… Plan, notatki – wszystko przygotowane. I nagle coś mnie „tknęło”. Pojawiła się myśl. Takie „mini natchnienie”. Masz napisać coś innego. To ważne. Chodziłam tak kilka dni z tym uwierającym świadomość (a raczej podświadomość) „czymś”. I w końcu uległam. Piszę…
Słowo. Tak, o tym trzeba opowiadać. Zapytacie – o jakie „słowo” chodzi? To proste – o to pisane wielką literą. Słowo. To, które było na początku. I stało się Ciałem. Ono było, jest i będzie. Z nami. Tak jak Bóg z nami jest. Nieustannie.

tekst: Joanna Wołoszyn

Czytaj więcej w majowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.