Słowa czy przykład

No to jak jest z tym przykładem w naszym życiu? Mówisz dziecku: podziel się. A sam potrafisz? Umiesz oddać ostatnią złotówkę ubogiemu? Dać z niedostatku, a nie z tego, co zbywa? Jeśli tak, pokaż to. Inaczej się nie da. Pokazuj świat. Cały. Nie tylko te fragmenty piękne, pozytywne. Sukces, blask… Dlaczego dziecko ma przebywać tylko wśród tych „praworządnych” chrześcijan? Mówimy, że Kościół jest dla wszystkich. To dlaczego odsuwamy się od starszego człowieka, który usiadł w ławce obok nas i niezbyt ładnie pachnie? Wiem, dziecko jest szczere – może nawet powie na głos, że pan brzydko pachnie. Ale od ciebie zależy, czego się nauczy. Wstaniesz i odejdziesz? Czy może jednak nie? Dzieci nas obserwują. Rejestrują nasze zachowania. Nie zawsze świadomie. Ale to naprawdę zostaje. Zakotwicza. Daje poczucie bezpieczeństwa. Jest przystanią, do której można przybić w czasach buntu. Tak jest z wiarą. Trzeba ją głosić. Ale przede wszystkim trzeba nią żyć. Jestem głęboko przekonana, że gdyby moi rodzice, moja babcia, nie żyli wiarą, to ja byłabym teraz osobą niewierzącą. Swego czasu bowiem byłam, jak to ujął znajomy ksiądz, „więźniem własnego intelektu”. Wszystko chciałam wytłumaczyć rozumowo. No i dochodziłam powoli do wniosków, że Boga nie ma. Ale Pan Bóg nie dał mi zginąć w odmętach ateizmu. Stawiał na mojej drodze tylu ludzi autentycznie żyjących wiarą, że moja kiełkująca niewiara nie miała szans. W małżeństwie też zawsze stawialiśmy Boga na pierwszym miejscu. I chociaż różnie bywa między nami, to Pan Bóg jest zawsze najważniejszy.

tekst: Joanna Wołoszyn

Czytaj więcej w sierpniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.