Ogień Jezusa

Katolicki Miesięcznik Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa

Wiara Reportaż/relacja

ŚDM w diecezjach

„Jeśli jeszcze jakaś rodzina zdecydowała się na przyjęcie pielgrzymów na ŚDM, to proszę o zgłoszenie do zakrystii”. Taką mniej więcej zapowiedź słyszałam od roku czasu na każdej niedzielnej Mszy świętej. O co w ogóle chodzi z tymi pielgrzymami? I po co jest to całe zamieszanie? Tuż przed samym przyjazdem jeden z radomszczańskich księży informuje: „Proszę się modlić, bo mówiąc kolokwialnie, robi się gorąco”. Musiałam przeżyć osobiście ŚDM, żeby razem z Jezusem wypłynąć na głębię – zrozumieć to, czego wcześniej nie dostrzegałam, co było tylko na „powierzchni” samych przygotowań i tak zwanego „szumu” medialnego. „Zróbcie raban!” – głosiło jedno z haseł. I rzeczywiście był „raban” i to duży. Postarała się o to nie tylko młodzież z całego świata, ale i sami organizatorzy.

ŚDM rozpoczęły się w diecezjach. Nie musiałam jechać na „koniec Polski”, bo krótko mówiąc, cała duchowa uczta odbywała się tuż za moim oknem. Nie było wyjścia, musiałam wstać, spakować dyktafon i skosztować tego, co przygotowali organizatorzy dla pielgrzymów. Muszę przyznać, że ta uczta była wysokiej jakości. Mogę tylko domyślać się, ile trudu i wysiłku kosztowało radomszczańskich kapłanów, aby to wszystko zorganizować. Usiłuję dowiedzieć się od księdza Michała Zimnego, wikariusza parafii Marii Magdaleny w Radomsku, a jednoczesne głównego koordynatora ŚDM w regionie radomszczańskim, ile nocy nie przespał czy w ogóle miał czas, żeby coś zjeść i jak takie przygotowania wyglądały „od kuchni”. Co go zaskoczyło? Co zapamiętał?
– Było to moje pierwsze, tak poważne doświadczenie. Na pewno dużo pracy, dużo „zachodu”, mówiąc po ludzku, załatwiania, żeby to wszystko „dopiąć na ostatni guzik” pod każdym względem i tym duchowym, i organizacyjnym.

tekst: Dagmara Gałązka

Czytaj więcej w październikowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.