Przewodnik dusz

Takim jednym z najpiękniejszych świadectw kapłana, spowiednika jest znany nam ojciec Pio. Odkrywając jego świętość, duchowość, odnajdujemy tak naprawdę Boga w tym człowieku, niezwykłe działanie Bożego Miłosierdzia. Nie tyle sam ojciec Pio jest cudowny, co Bóg, który działał. I również teraz, kiedy ten święty już jest w chwale, Bóg działa za jego wstawiennictwem. Ojciec Pio to wspaniały wzór spowiednika kapłana, który składa siebie w ofierze, aby pomóc innym w zbawieniu, odnawiać Kościół, żeby chwała Boża była jeszcze większa. (…)Możemy więc powiedzieć, że ojciec Pio to prawdziwy kapłan – ofiara, męczennik. Kiedy wchodzi się do małego kościółka w San Govani Rotondo, po lewej stronie jest do tej pory zachowany konfesjonał, w którym spowiadał święty ojciec Pio, a na początku jest mały ołtarz, na którym celebrował najświętszą ofiarę każdego dnia przez wiele lat. Pan przyjął jego prośbę – otrzymał stygmaty, bardzo cierpiał. Jego życie każdego dnia, to rzeczywiście było męczeństwo. Po Mszy świętej, do której przygotowywał się wiele godzin, potem jeszcze wiele dziękował, siadał do konfesjonału i bardzo często przebywał w nim do wieczora. 12-14 godzin to była „norma”, a zdarzało się nawet, że spowiadał nawet 19 godzin, po odprawieniu Mszy świętej, po odmówieniu brewiarza. Właściwie nie jadł, nie spał. Spowiedź – to był jego krzyż, a jednocześnie chwała. Ojciec Pio spowiadał z reguły 2-3 minuty – wyznanie grzechów, krótka nauka, pokuta i kolejne osoby. Na równi traktował mężczyzn i kobiety, u niego nie miał nikt względu, chyba że biedni grzesznicy, którzy żałowali i płakali za swoje grzechy. Jeżeli ktoś „popisywał się” przed ojcem Pio swoim chwalebnym życiem, tym, że jest bezgrzeszny, że był jakimś politykiem, aktorką czy nawet prałatem, czy jeszcze kimś wielkim dla świata, to zawsze otrzymywał reprymendę, napomnienie. Ojciec Pio był czasami surowy, ostry, wymagający dla tych, którzy nie chcieli się zmienić, a bardzo łagodny, czuły dla pokutujących, biednych, nawracających się dusz z głębi serca.

tekst: o. Daniel Galus

Czytaj więcej we wrześniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.