Potrzebuję wspólnoty

„Ale po co ci ta wspólnota”? – słyszałam to pytanie tak wiele razy, że już mnie nie dziwi, nie denerwuje, nie szokuje, nie zastanawia. Zwykle odpowiadam jak mały „robocik”: „potrzebuję wspólnoty”. I tyle. Czasem ktoś drąży, nie zadowala się najprostszą odpowiedzią. No bo jak to – masz rodzinę, parafię, jakichś znajomych. Po co ta wspólnota? Cóż… (…)Wspólnota jest dla mnie miejscem spotkania. Tu przychodzą ci, którzy szukają tego samego, myślą, czują i tęsknią tak samo. Ludzie, którzy wierzą. Najważniejszą Osobą we wspólnocie jest Jezus. A najważniejszą sprawą – osobista relacja każdego z członków właśnie z Nim. Wspólnota jest potrzebna, by uczyć się tej relacji. Jest potrzebna, by każdy mógł znaleźć swoją drogę. „Gdzie dwóch lub trzech jest zebranych w moje imię, tam jestem wśród nich” – stale o tym pamiętam. Jezus jest zawsze. Nawet wówczas, kiedy wspólnota staje się „towarzystwem wzajemnej adoracji” czy klubem dyskusyjnym. A Pan Jezus zostaje zepchnięty na margines. Tak nie powinno być, wiadomo. Ale czasem bywa. Trzeba być czujnym. We wspólnocie nie ma przypadkowych osób. Bóg nas woła. Każdego inaczej, w innym czasie i w różnych okolicznościach. To On chce, byśmy tu byli. Nawet jeśli nie rozumiem. Nawet jeśli inni nie rozumieją. Tu każdy jest „na swoim miejscu”. Czasami od razu wiesz, od pierwszej chwili znasz to swoje miejsce. A czasami szukasz. I znajdziesz – jeśli tylko masz otwarte serce.

tekst: Joanna Wołoszyn

Czytaj więcej w październikowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.