Ogień Jezusa

Katolicki Miesięcznik Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa

Wspólnota Miłość i Miłosierdzie Jezusa Ludzie Wspólnoty

Panie, Tyś Bogiem moim

W czasie wywiadu Kasia często się śmieje, ale na pytanie o wdzięczność za łaskę nawrócenia, jej żywe, duże i brązowe oczy natychmiast pokrywają się łzami. „To przez to, że Pan Bóg Głowę sobie nami zawrócił, że nas ukochał, że po prostu nas wyrwał z tego świata. Jesteśmy ludźmi, którzy mają swoje słabości, którym bardzo dużo brakuje do doskonałości. Czasami to jest taka wielka przepaść, a Pan Bóg używa właśnie nas jako narzędzi”. Jej mąż Andrzej opowiada mi zabawną historię związaną z ich wejściem do Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa. Chciał konieczne wiedzieć, czy ta Wspólnota to ich miejsce, czy właśnie tu są powołani, choć w sercu czuł, że tak, postanowił zapytać o to Pana Boga. „Zanim otworzyłem Pismo Święte, tak się modlę: Panie Boże, czwórka dzieci, daleko dom, w Warszawie pracuję, obowiązki, zwierzęta domowe. I to tak daleko przyjeżdżać? Czy to na pewno miejsce dla nas? Otwieram Pismo Święte i czytam: „To «nieszczęście» sprowadzam na ciebie Ja, Pan Bóg twój”.

Kasiu, co czułaś w sercu po pierwszym spotkaniu ze Wspólnotą?
Kasia: To był szok. Jeszcze wtedy nie myślałam, że będę w tej Wspólnocie. Dla mnie to było szaleństwo, gdyby mi wtedy ktoś powiedział, że będę jeździła do Częstochowy taki kawał drogi, tak jakby żadnych wspólnot nie było bliżej. W zasadzie to ówczesny ksiądz proboszcz o tym zadecydował. Wiedział, że jeździliśmy tutaj na te spotkania, zabieraliśmy ludzi, organizowaliśmy autokary. Podczas tego wszystkiego zmienialiśmy się, Pan Bóg nas przemieniał i ksiądz proboszcz, który znał nas wiele lat, widział po nas, że to jest dzieło Boże. Sam, nie będąc tutaj, wspierał nas w tym, co robimy. Nawet ogłaszał, że są takie spotkania modlitewne w Częstochowie, zachęcał, żeby ludzie jeździli. My wtedy prowadziliśmy adoracje pierwszosobotnie w naszej parafii, a spotkania wspólnotowe też są w pierwsze soboty. Mieliśmy duże rozdarcie serca, chcieliśmy przyjść do Wspólnoty, ale nie chcieliśmy zostawiać parafii. Jechać czy zostać? Poszłam do proboszcza i powiedziałam, że niech on decyduje, co mamy zrobić, a posłuszeństwo księdzu to jest bardzo ważna rzecz. I wtedy proboszcz popatrzył na mnie i mówi: „Kasiu, jedźcie, żeby tutaj dawać, musicie skądś brać”. To były bardzo ważne dla nas słowa.

rozmawiała: Dagmara Gałązka

Czytaj więcej w lipcowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.