Oto ja, poślij mnie

Nie ma w życiu przypadków. Nawet jak nam się wydaje, że tak jest. Kiedy trafiłam na rekolekcje Odnowy w Duchu Świętym, podeszłam do prowadzącego kapłana przywitać się i zapytać o pozwolenie na nagrywanie konferencji. Dorzuciłam, wtedy swoje „trzy grosze”, że trafiłam tu „przypadkiem”. Nie planowałam tego. Kapłan tylko uśmiechnął się i skinął głową, jak to ma w zwyczaju. Cieszyłam się jednak samym faktem, że w tym wyjątkowym Roku Ducha Świętego, przyprowadził mnie On w to miejsce. Teraz czekam, aż Pan pokaże mi Swój plan bo, jak twierdzi jedna z uczestniczek: „jeśli w Odnowie mamy jakieś seminarium, rekolekcje czy kurs, to jest po to, żeby człowiek został zapalony, żeby poznał, do czego Pan Bóg go wzywa, co ma robić, co jest jego misją. Duch Święty może pokazać wspólnotom, czego od nich oczekuje, ale też indywidualnej osobie”. (…)Czego doświadczyłam? Tego, za czym tęskni każdy człowiek – JEDNOŚCI. I niesamowitego pokoju wewnętrznego. Otworzyć, ożywić swoje duchowe serce, zanurzyć siebie w Ranach Jezusa, słuchać tego, co mówi Duch Święty w ciszy, milczeniu, samotności. To wielki skrót katechez ojca Michovila, które były tchnieniem samej miłości Ducha Świętego. Pójścia wewnątrz siebie, dotknięcia głębi. W całej prostocie przekazu.

Siostra jest już długo w Katolickiej Odnowie w Duchu Świętym?
Tak, to znaczy, najpierw byłam w Ruchu Światło-Życie, związana z ojcem Blachnickim, z Krościenkiem. To był niezwykły charyzmatyk, więc doświadczenie przebywania z tym człowiekiem i współpracującymi z nim ludźmi było niesamowite. Tam doznawaliśmy pierwszych takich wylań Ducha Świętego. Uczestniczyłam też w spotkaniach modlitewnych z księdzem Piątkowskim, który przyjechał do Polski i był po kongresach w Rzymie, i widział, co się tam dzieje, to były lata 70-te. Ta modlitwa była wówczas niesamowita. Powiedział nam, że tak się zwracał do Boga: „Panie Boże czy będzie taka chwila, że w Polsce też ludzie wstaną, podniosą ręce, będą uwielbiać i modlić się w językach”? I opowiedział nam o wszystkim, zamknął oczy i zaczął się modlić, a kiedy je otworzył, wszyscy stali z podniesionymi rękami i modlili się. Tak to się zaczęło. Poszło to wówczas dwoma torami. My byliśmy przygotowani i wyformowani przez oazę, ale zdecydowaliśmy, że odchodzimy od naszych grup, naszych wspólnot oazowych i w 1982 roku we wrześniu mieliśmy Mszę świętą, która inaugurowała pierwszą, charyzmatyczną wspólnotę Maranatha. Było to 40 lat temu.

rozmawiała: Dagmara Gałązka

Czytaj więcej w kwietniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.