Osobista odpowiedzialność

Czy można być ratownikiem i nie wziąć odpowiedzialności za decyzję drugiego człowieka? Czasami rodzi się pokusa, aby przejąć czyjeś wybory na siebie, co równa się z nadmierną troską – zamiast o swoje życie, to o postępowanie kogoś innego. Istnieje cienka granica w pomaganiu innym. Podejmując decyzję za kogoś, trzeba uważać, żeby samemu „nie utonąć”. Są osoby, które nie potrafią być odpowiedzialne, mają skłonność do obwiniania innych za swoje życiowe porażki, nie do końca przemyślane decyzje, klęski. Nie próbują zmierzyć się z tematem. Odpowiedzialność to wewnętrzna dojrzałość, postawa charakteryzująca się tym, że za swoje decyzje, wybory, słowa, czyny odpowiadamy sami – przed sobą i przed Panem Bogiem. Decydujemy się panować nad emocjami, uczuciami, niewłaściwymi reakcjami na pojawiające się trudne sytuacje. Gdy próbujemy pomóc, wydaje nam się, że wiemy, co jest najlepsze. Zakładamy, że znamy właściwą drogę, mamy konkretne rozwiązania, dobrą perspektywę patrzenia. A tak naprawdę nie wierzymy w kompetencje osób, które oczekują pomocy. Uważamy, że nasza propozycja rozwiązania problemu jest najlepsza. Chcemy ratować świat, ale wyłącznie według naszego pomysłu. Stajemy się sędziami innych. Wyrokujemy. A tymczasem trzeba pozwolić, aby druga osoba sama zadecydowała o tym, co będzie dla niej najlepsze. Nawet, jeżeli popełni błąd, musi sama przeżyć własne życie, a nam nie wolno jej oceniać.

tekst: Magdalena Gałkowska

Czytaj więcej w listopadowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.