Ojciec Pio i jego duchowe dzieci

I wszyscy podobni do Jezusa są „ludźmi niebieskimi”. Mają „niebieskie serca” – błękitne, piękne, szlachetne i dobre. Takim człowiekiem z pewnością był święty ojciec Pio – „niebieski człowiek” o błękitnym, szlachetnym sercu: dobrym, miłującym, pokornym i miłosiernym. I widzimy aż do tej pory, jakie obfite owoce, jaki piękny „plon stokrotny” wydaje życie i serce tego człowieka. To był człowiek wytrwały, który cierpliwie służył Panu i tym, którzy do niego przyjeżdżali, do których Jezus go posłał. Jednym z wielkich owoców tego niebieskiego człowieka, świętego ojca Pio jest owoc duchowych dzieci. W historii kościoła mamy wielu takich świętych, którzy żyli charyzmatem danym im przez Boga, ale nie tylko dla nich samych, ale także dla dobra wielu, w końcu dla dobra całego Kościoła, dla chwały Królestwa Niebieskiego. Nawet święty Antoni Wielki, patriarcha pustelników, jeden z pierwszych ludzi, którzy na pustyni oddawali swoje życie dla Pana, zgromadził przy sobie kilka tysięcy uczniów, którzy podobnie jak on żyli Ewangelią w samotności, kontemplacji, a jednocześnie we wspólnocie. I potem czyniło tak wielu innych, między innymi święty Franciszek z Asyżu. Jeszcze w ciągu jego życia zgromadziło się w jego zakonie kilkanaście tysięcy mężczyzn. Święta Matka Teresa z Kalkuty przyciągnęła do swojego zgromadzenia kilka tysięcy młodych kobiet. Bo człowiek, który żyje charyzmatem danym mu przez Pana, wytrwale i cierpliwie obumiera jak ziarenko w ziemi dla Królestwa Niebieskiego, dla dobra innych. Przynosi „obfity plon”, bo obumiera, bo nie żyje dla siebie, ale dla innych. I takim też człowiekiem był święty ojciec Pio. Wielu ludzi garnęło się do niego: mężczyzn, kobiet, osób duchownych, bo pragnęli żyć charyzmatem, który on miał i który rozwijał, którym żył. Przyciągało to wielu ludzi nie tyle do niego, co do Chrystusa żyjącego w nim, do Chrystusa, który przez niego działał, w nim cierpiał. W nim Chrystus był szczególnie obecny też poprzez znak ran, stygmatów. W cudowny sposób objawiał się w tym człowieku sam Pan, sam Jezus.

tekst: o. Daniel Galus

Czytaj więcej w grudniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.