Ogród, twierdza i motyl, czyli o tym, jak modlić się, by żyć

Wielu z nas jest przekonanych, że jeśli będziemy wierni modlitwie, życiu sakramentami – „jednym słowem” – pozostaniemy w przyjaźni z Bogiem, to Bóg będzie błogosławił i nastąpi szczęście bez cierpienia. Prawdą jest, że Bóg chce naszego szczęścia. Problem jednak polega na tym, że mamy często inne wyobrażenie o nim niż Bóg. Gdy choruje nieuleczalnie ktoś pobożny, gdy nawróconej młodej żonie umiera mąż albo dziecko, wtedy często pytamy: „Dlaczego ją to spotkało, przecież nic złego nie zrobiła”? Gdy dotyka kogoś zło, widzimy to w kategoriach nagrody i kary. Nasze szczęście upatrujemy w braku kłopotów finansowych, dobrym zdrowiu, pozytywnej opinii w oczach ludzkich, doświadczaniu miłości i zrozumienia wśród bliskich, uczuciu przyjemności na ciele i na duszy. Jeśli wszystko dobrze się układa, wtedy mówimy o pokoju, szczęściu, bliskości Boga. Tymczasem, to są wszystko złudne „pocałunki”. Prawdziwie dającym nam szczęście i pokój jest pocałunek Jezusa, który chce poślubić duszę i dać pokój, nawet w najtrudniejszych doświadczeniach życia. Kiedy dusza jednoczy się z Bogiem, nie znikają z jej życia choroby, kłopoty, niezrozumienia, zdrady… mogą nawet się wzmóc. Osoba kochana upodabnia się do kochającego, dlatego tak jak Jezus w zjednoczeniu z Ojcem przeszedł Drogę Krzyżową i śmierć, tak i przechodzi ją zakochana w Bogu dusza.

tekst: Wspólnota Sióstr Karmel Ducha Świętego

Czytaj więcej w kwietniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.