Ogród, twierdza i motyl, czyli o tym, jak modlić się, by żyć

Niewielu z nas kocha trud, jako nieodzownego towarzysza rzeczy wielkich. Aby zdobyć szczyt, trzeba się natrudzić, by na niego wejść. Aby zdać egzamin, należy „posiedzieć” nad książkami. Aby wychować dziecko, trzeba niejednej
nieprzespanej nocy. Aby być fachowcem w jakiejś dziedzinie, warto z trudem zdobywać doświadczenie. Oczywiście, świat proponuje wiele łatwiejszych rozwiązań -na szczyt wjechać kolejką, za egzamin zapłacić, a dzieci po prostu nie mieć, być fachowcem, cóż, i bez tego można zarobić – ale wraz z tym odbiera nam możliwość rozwoju, dojrzewania i radość życia. Trudem, który musisz wybrać i podjąć na drodze modlitwy to trud poznawania siebie, a co za tym idzie, wysiłek zmiany siebie. Jedno i drugie jest trudne. Łatwo się przyzwyczajamy nawet do tego, co nas zniewala, ogranicza i rani. Albo innych wokół nas. Często zmiana wydaje nam się czymś niemożliwym. Mówimy i słyszymy od innych: „taki już jestem”, „ja to się nie zmienię” i zamykamy sobie drogę do pełni. Tymczasem przy współpracy z łaską, zmiana jest możliwa.

tekst: Wspólnota Sióstr Karmel Ducha Świętego

Czytaj więcej w listopadowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.