Odwiedziny siostry śmierci

Kardynał Rajnald prawie nie spał tej nocy. Księżyc intensywnie świecił swoim zwykłym, choć przecież odbitym światłem słońca – prosto na jego łóżko. Właściwie to mógł postarać się, by szczelniej zaciągnąć zasłony, ale nie chciał, bo jeśli nie światło, to wewnętrzny niepokój nie pozwoliłby mu zmrużyć oka. A tak to oddał się nocnej zadumie. Jego myśli krążyły wokół sprawy tej, o której mówiło się, że jest odbiciem Chrystusowego światła. O Klarze. Ilekroć o niej wspomniał, w jego sercu rozpalał się płomień miłości i wdzięczności Bogu za tę świętą kobietę. Zawsze myślał o niej z podziwem, a jednocześnie z pewną… świętą zazdrością, która nakazywała mu tak jak Klara szukać Boga całym swoim jestestwem. Bo Klara taka właśnie była. Dla Pana w całości. Teraz robiło się w sercu kardynała coraz smutniej, słysząc o pogarszającym się stanie jej zdrowia. Choć choroba trwała już wiele lat, zmuszając ją do spędzania większości czasu w łóżku (jeśli można łóżkiem nazwać coś, co ledwo przypominało siennik) i dla nikogo jej cierpienie nie było nowością, to trudno było nie przeczuwać, że zbliżają się ostatnie dni życia ksieni z San Damiano. Podobno nic nie jadła już od 17 dni. Kardynał podszedł do swojego biurka i zaczął przeglądać dokumenty. Na wierzchu leżała kopia pisma, którą przez sentyment zachował dla siebie. „Umiłowane córki w Chrystusie, wzgardziłyście przepychem i przyjemnościami świata i wstępując w ślady samego Chrystusa i Jego najświętszej Matki wybrałyście życie w klauzurze i w ubóstwie, aby wolnym sercem służyć najwyższemu Panu. Dlatego my, polecając Panu wasze święte postanowienia, pragniemy udzielić waszym świętym pragnieniom łaskawego poparcia z całą ojcowską życzliwością”. Te słowa sam dopisał do tekstu, który dała mu Klara.

tekst: s. Paulina

Czytaj więcej we wrześniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.