Obojętność

Czasem nadgorliwa religijność i przywiązanie do „litery prawa”, nakazów i zakazów przysłania oczy i zamyka serce na potrzeby innych. Serce staje się zatwardziałe. Ważniejsza staje się forma niż treść, wnętrze człowieka. Bardziej liczy się to, jak się wypadnie przed innymi. Na zewnątrz możemy być bardzo pobożni, wręcz bez skazy, idealni, wszystko wypełniamy według przykazań, wybielamy się, pragniemy mieć najlepszą opinię i perfekcyjnie wszystko załatwiać. Ale kiedy przychodzi sytuacja, że powinniśmy zareagować z miłością, okazać komuś miłosierdzie, odwracamy się i uciekamy. Nie potrafimy kochać. Miłość to dawanie samego siebie. Miłość uczy, jak wychodzić z ciasnej strefy naszego wygodnego komfortu i bezpieczeństwa. Przełamuje wszelkie schematy. Jednak w praktyce bywa różnie. Czy Bóg będzie nas oceniał z tego, jak chwalebnie wypełnialiśmy każde przykazanie? Samarytanin w oczach Żyda był znienawidzony i pogardzany. Pomógł więc ten, po kim się tego nikt nie spodziewał. Sam był poraniony i odrzucony. Często jest tak, że osoby, które najgorzej były traktowane przez innych mają najbardziej wrażliwe serce na ból drugiego człowieka. Wiedzą, jak boli odrzucenie, zawód i to czyni ich wyrozumiałymi dla innych, wrażliwymi na ich cierpienie. Choć nie zawsze tak jest. Czasami zdarza się, że ci, którzy byli odrzuceni, sami odrzucają innych. To jest znak, że nie potrafią jeszcze zdobyć się na przebaczenie, ich serca nie są uzdrowione, bo drzemie w nich zawiść i pragnienie zemsty, odpłaty.

tekst: Magdalena Gałkowska

Czytaj więcej w grudniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.