Obiecał, że spełni każdą Jej prośbę

Kilka osób w kącie wielkiego pomieszczenia rozmawiało żywo. Co jakiś czas słychać było salwy śmiechu. Widać było, że dobrze się „dogadują” i czerpią radość ze wspólnej rozmowy. Na środku pomieszczenia stał solidny, drewniany, duży stół. Ciągnął się aż do drzwi wejściowych. Spokojnie mógł pomieścić sporą liczbę osób przybyłych na wesele. Na nim widniały wszelkiego rodzaju przysmaki żydowskie. Ich zapach mieszał się ze świeżym powietrzem, wpadającym z przestronnego krużganku, pobudzając nozdrza. Goście wolno, nie spiesząc się, delektowali się gefilte fish. Widać było, że im smakował. Inni sięgali po kiście winogron, które na ogromnej mosiężnej misie, ułożone na kształt mozaiki, zadowalały nie tylko podniebienie, ale i oczy. Tego dnia można było w końcu zapomnieć o problemach i cieszyć się sposobem bycia. Jej skromność i pokora, z którymi zwracała się do gości, mówiły dużo o jej wnętrzu – skupionym, kontemplacyjnym. Przy Niej można było od razu poczuć się bezpiecznie. Łączyła w sobie na pozór przeciwstawne cechy: delikatność i zdecydowanie, łagodność i jednocześnie stanowczość. Jej spojrzenie można nazwać słodkim, pełnym miłości. Ale właśnie ta miłość, odbijająca się w Jej błękitnych oczach, wyrażała równocześnie wielką mądrość i roztropność. Problem, który nurtował Jej serce, nie dawał Jej wytchnienia, choć z drugiej strony jakaś dziwna pewność, że można go rozwiązać, uzewnętrzniała się w Jej postawie. Wyglądało na to, że doskonale wie, co powinna teraz zrobić. Choć wstała szybko od stołu, w Jej ruchach nie było żadnej nerwowości, wręcz odwrotnie, przepełniała je jakaś niezwykła harmonia i pokój, jakby nie z tego świata.

tekst: Pocieszycielka Serca Maryi

Czytaj więcej we wrześniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.