Nie oglądać się na świat

Pomiędzy logiką Boga a myśleniem człowieka istnieje ogromna przepaść. Spojrzenie Stwórcy na sprawy ludzkie jest odmienne niż nasze. Jesteśmy ułomni w odbieraniu rzeczywistości, postrzegamy ją tylko w jednostronny sposób, który jest ograniczony i często fałszywy. Jak mawiał ks. Dolindo: „Dusza nasza jest zatruta niestrawnością spowodowaną przez rzeczy światowe, odczuwa niesmak do Słowa Bożego”. Życie, ludzkie zajęcia, codzienność, gonitwa za sprawami tego świata pochłaniają nas czasem całkowicie. Wciąż się spieszymy, coś załatwiamy, biegamy zamiast chodzić, odczuwamy niepokój, że nie zdążymy czegoś dopełnić. Jesteśmy obciążeni dużą odpowiedzialnością. W sercu doświadczamy ciągłego hałasu i zgiełku. Ulegamy prądowi tego świata. Pan Bóg znika gdzieś sprzed oczu, stoi obok. Załatwiamy wszystko sami. Uważamy, że jak „weźmiemy wszystko w swoje ręce” z pełną kontrolą, to się nam powiedzie, będziemy szczęśliwi. Kiedy się coś nie udaje, zaczynamy analizować każdy szczegół. Wir świata pochłania nas coraz bardziej. Zaczynamy oddalać się od spraw Bożych, od myślenia duchowego, głębszego, brakuje czasu, by dotrzeć na Eucharystię, nie potrafimy już wniknąć w tajemnice Bożego Objawienia, zafascynować się Jego Królestwem, ponieść promieniom Bożym, które dają wewnętrzne ukojenie serca, spokój i wyciszenie. Niechcący pozwalamy, aby świat i jego sprawy nas wchłonęły. I tak pomału, powoli odchodzimy od Pana, nie dostrzegając nawet, kiedy to się dzieje. Stajemy się nerwowi, pobudzeni, drażnią nas inni ludzie, zwłaszcza ci, którzy są bliżej Boga niż my. Zaczynamy krytykować wszystkich wokół, oceniać, usprawiedliwiając się, że w naszym życiu nie ma na razie czasu na modlitwę, na Boga. Nie ma Go jak „wcisnąć” w nasz napięty harmonogram dnia. A czasem mówimy, że Bóg musi poczekać, bo teraz nie mamy czasu, żeby się pomodlić, bo dzieci, bo praca, bo trzeba załatwić wiele spraw. Pan Bóg poczeka.

tekst: Magdalena Gałkowska

Czytaj więcej w październikowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.