Ogień Jezusa

Katolicki Miesięcznik Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa

MiMJ Ludzie Wspólnoty

Moja droga życia: Jezus Chrystus

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze dziewica.

Mam na imię Dorota, jestem z zawodu pielęgniarką. Mam męża Pawła i syna Piotra.

W mojej bardzo trudnej sytuacji, wiadomej Bogu, szukałam pomocy Bożej. Pan Bóg, wiedząc, że nie daję już rady, sprawił, że pewnego letniego dnia przyjechałam do Pustelni Zesłania Ducha Świętego w Czatachowie. Tutaj zaczęłam rozwijać się duchowo, oczywiście pod opieką o. Daniela. Moja sytuacja nie zmieniała się, to ja zaczęłam się zmieniać. Czułam coraz większą bliskość i miłość Jezusa. Nigdy nie doznałam takiej miłości, jaką dał mi Jezus. Chciałam krzyczeć i wszystkim głosić, jaki On jest wspaniały i jak nas bardzo kocha.

Po jakimś czasie wstąpiłam do Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa i tak zaczęły się moje „studia” u Pana Boga. Starałam się być na „wszystkich zajęciach”, czyli na spotkaniach modlitewnych. Najpierw w Czatachowie, potem w Częstochowie na Rakowie, a teraz na Przeprośnej Górce. W czasie, kiedy powstawały diakonie we Wspólnocie, o. Daniel prosił, żeby każdy znalazł sobie miejsce, aby służyć Panu Bogu. Mówię: Jezu, gdzie ja pójdę, gdzie mam Tobie służyć? Nie musiałam długo czekać. Poproszono mnie, abym prowadziła diakonię medyczną i tak się stało. Jeśli tylko otworzymy serce, Jezus działa. Biegam na naszych spotkaniach i pomagam naszym braciom i siostrom z wielką radością. Dostaję takich skrzydeł, że zapominam, ile mam lat. To nie wszystko. Jestem we Wspólnocie już 3 lata, a moja miłość do Jezusa jest większa i większa. Mówię: Jezu, tak wiele od Ciebie otrzymuję, chciałabym pracować jeszcze więcej dla Ciebie. Jezu, jestem Twoją służebnicą, poślij mnie.  (…)

Obiecałam Panu Jezusowi, że wybuduję Mu kapliczkę, jeśli pomoże mi w mojej trudnej sytuacji. Potem przyszła myśl: co ja mówię, przecież, ja nawet nie wiem, kto ma być w kapliczce, Jezus czy Maryja? A tak w ogóle, gdzie ja ją postawię?
Minęły 2 lata. Jesteśmy z mężem na targu. Chcę już wracać, a mąż mówi, że pójdziemy jeszcze w druga stronę. Tam zobaczyłam na ziemi leżącą figurę Jezusa z Najświętszym Sercem. Mówię: Jezu, jak Cię tak mogą trzymać w takich warunkach. Kupiliśmy figurkę i mąż na plecach przyniósł Pana Jezusa do domu. Wiedziałam, że w kapliczce ma być Jezus z Najświętszym Sercem.

tekst: Dorota

Czytaj więcej w pażdziernikowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.