Modlitwa dziecka

Lubię. Bardzo to lubię. Uwielbiam słuchać rodziców opowiadających o tym, jak modlą się ich dzieci. Te opowieści są czasem poważne, pełne zadumy, a czasem rozbrajająco zabawne. Mówią wiele o dziecku, ale i o jego rodzicach – o ich wierze i ich relacji z Bogiem. Dzieci uczą się wiary, doświadczając jej. Jeśli żyją wśród ludzi, których relacja z Bogiem jest żywa i osobowa, to i one tak zaczynają przeżywać wiarę. Ale to nie wszystko. Bo przecież wiara jest łaską. Jak modlą się dzieci, których rodzice są daleko od Boga? Najprostsza odpowiedź to – nie modlą się wcale. Tylko, że to nie do końca prawda. Tak, jestem świadoma tego, co piszę. I jestem też głęboko przekonana, że relacja dziecka z jego Stwórcą jest tak oczywista jak oddychanie. Wpisana w geny. Od poczęcia. Mały człowiek w sposób naturalny szuka i doświadcza. Nie jest jeszcze skażony grzechem, nie myśli jak dorosły, nie kalkuluje. Jest otwarty i ufa. Cokolwiek widzi, czegokolwiek doświadcza – przyjmuje to jako coś normalnego. Osobiście wierzę, że Pan Bóg pozwala dzieciom zobaczyć i doświadczyć więcej niż nam dorosłym. To, co dla nas niewidoczne, dla nich jest dostępne. (…) Dziecięca modlitwa to ufność. Taka bez granic. Pewność, że można Bogu powiedzieć o wszystkim.

tekst: Joanna Wołoszyn

Czytaj więcej w lipcowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.