Modlitwa, czyli czas czerpania łask z Nieba

Do momentu, gdy pierwszy raz tak naprawdę poznałem miłość Jezusa, byłem „gościem – teoretykiem”. Teoretycznie wierzyłem, ale „nijak się to miało” do mojego serca. W końcu, po 21 latach takiego barykadowania przeze mnie drzwi serca, Bóg postanowił wyważyć je gwałtownie, żeby wreszcie Jego Miłość wlała się we mnie całkowicie. Wcześniej wierzyłem, ale wszystko to było powierzchowne, niewnoszące nic do mojego życia. Moja wiara wypływała z tradycji. Ale gdy zrozumiałem, czym tak naprawdę jest ludzka dusza, kim jest Bóg oraz, co to znaczy życie, uświadomiłem sobie, że jedynie kontakt i żywa relacja ze Stwórcą jest w stanie zaspokoić pragnienia miłości, jakie każdy z nas nosi w swoim sercu. Pojąłem, że przebywanie w obecności Boga daje mi radość i wypełnia moje serce przedziwnym pokojem, którego wcześniej nie znałem. Przyszedł czas, kiedy zacząłem zastanawiać się, jakie są techniki utrzymywania kontaktu z Jezusem i czy spotkam je w Kościele katolickim? Zacząłem szukać największego ze skarbów, czyli sposobów przebywania w obecności samego Boga już tu na Ziemi. Chodziłem, tropiłem, aż Duch Święty pozwolił mi odnaleźć te cudowne złoża i pokłady Miłości. Zrozumiałem, że praktyki, które zaleca Kościół katolicki, są dokładnie tymi skarbami, których tak usilnie szukałem.

tekst: Damian Krawczykowski

Czytaj więcej w czerwcowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.