Modlić czy się nie modlić?

Jedną z tych czynności, której uczą nas od dzieciństwa rodzice, obok wiązania butów i poprawnego trzymania widelca, jest modlitwa. Klęcząc przy swoim łóżku, maluch, ze złożonymi rękami, wypowiada wraz z mamą pierwsze słowa modlitwy, których z biegiem czasu uczy się na pamięć. Czasem to, czego nauczymy się w dzieciństwie, tak bardzo w nas się zakorzenia, że nie myślimy nawet, że nasze wzorce z pierwszych lat życia mogą ulec przeobrażeniom. Nie widzimy potrzeby zmiany, ponieważ uważamy, że to czego nauczyli nas rodzice, musi być dobre. (…)Prawdziwa modlitwa, to czas spotkania ze Stwórcą. To wejście w Jego mistyczny świat i obcowanie z Jego niezgłębioną miłością. Modlitwa to nurkowanie w studni Miłości Jezusa, aby przesiąkać Jego łaskami. Kiedy klęcząc w swoim pokoju zamykam zmysły na cały zewnętrzny świat i uświadamiam sobie, że oprócz mnie, w tym pomieszczeniu jest też sam Bóg – Stwórca Wszechświata, to moje serce już na samym początku robi się cieplejsze. W modlitwie czasem naprawdę nie potrzeba wiele mówić, już samo uświadomienie sobie Bożej obecności otwiera nas na Jego działanie. Podczas prawdziwej modlitwy Duch Święty obficie w nas działa, udzielając nam pokoju i miłości. Zacznijmy rozmawiać z Bogiem jak z najlepszym przyjacielem, jak z kochającym i prawdziwym Tatą, bo On naprawdę nim jest.

tekst: Damian Krawczykowski

Czytaj więcej w lipcowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.