Miłość zwycięży wszystko

Mam na imię Ewelina. Jestem we wspólnocie ok. 8 lat, chciałam się podzielić z Wami tym, jak wielkie rzeczy dokonał Bóg przez Maryję i świętych w moim życiu. Bardzo trudno mi mówić o rodzinie, to trochę skomplikowane (połowy jej nie znam, nikogo ze strony mamy). Moje życie od momentu przyjścia na świat było zagrożone. Mama w 8 miesiącu ciąży wyskoczyła z okna, urodziłam się wcześniej. Następnie mnie zostawiła. Mamę poznałam dopiero gdzieś w wieku 20 lat. (…)W okresie dojrzewania borykałam się z ciągłymi stanami depresyjnymi, brakiem sensu życia, nawet miałam próbę samobójczą. Jako dziecko-nastolatka byłam bardzo zamknięta, smutna, wycofana w kontaktach. W szkole byłam słabą uczennicą, gdyż funkcjonowałam w przekonaniach, które ciągle słyszałam od dzieciństwa, że jestem: do niczego, głupia, nic dobrego ze mnie nie będzie i tym podobne. Nie słyszałam słów: „Kocham cię córeczko”. (…)Pamiętam, byłam w 4 klasie technikum, nawet się nie spostrzegłam, kiedy ja, która mówiłam, że nigdy nie będę brała narkotyków, zaczęłam brać je regularnie, do tego „doszedł” alkohol itd. Wtedy już Pan Bóg postawił mi na drodze siostrę Małgosię. Czasami jeździłam na dni skupienia dla dziewcząt i tak się zaczęło… Pamiętam do dziś, jak pojechałam na głodzie narkotykowym na rekolekcje, przyznając się siostrze, że biorę narkotyki. Siostra pracowała z uzależnionymi, powiedziała: „Ewelina, wybieraj albo życie, albo śmierć, jeśli życie – zostań, jeśli śmierć – spakuj się i wracaj”.

Czytaj więcej w kwietniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.