Mamy ufność w Panu

MiMJ: Świadectwo, które chciałem powiedzieć, powinienem złożyć dużo wcześniej, co najmniej dwa lata temu. Mam na imię Mariusz. Pierwszy raz na spotkanie trafiłem trzy lata temu. Było to już ostatnie spotkanie na stadionie w Olsztynie. Moje życie zmieniło się o 180 stopni. Miałem pracę, żonę. Chodziliśmy, co prawda, na cotygodniową Mszę św., ale to była taka Msza „pójść, zaliczyć”. Pan Bóg nie był w centrum naszego życia, tylko gdzieś obok. Nie było czasu na różaniec. Z reguły twierdziłem, że różaniec to nie dla mnie, bo zajmuje dużo czasu. A Pismo Święte stało zakurzone na półce. I tak nasze małżeństwo po pięciu latach, zaczęło się psuć, sprzeczki, niezrozumienia. Zawsze było tak, że problemów szukało się w drugiej osobie, w drugiej połówce, a nie w sobie. Aż doszło do takiego momentu, że ja już poczułem, że mam dosyć, po prostu. Musiałem coś zmienić. Dowiedziałem się o tych spotkaniach od cioci. Wysłuchałem chwilę przez internet modlitwy o uwolnienie, modlitwy uwielbienia, nie wiedziałem jeszcze, że to Duch Święty tak działa, ale to był już zamysł Ducha Świętego, że ja muszę na tym spotkaniu być.

Czytaj więcej w marcowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.