Małżeński system komunikacji

Niedawno jedna z moich znajomych opowiadała z lekką irytacją w głosie, jak to wysłała męża po farbę. Postanowili bowiem odświeżyć salon. Wybrali kolor we wzorniku. Tysiąc razy mu powtarzała: „Gdyby nie było tego ze wzornika, kup delikatny łososiowy”. No i niestety, tak się złożyło, że wybranego koloru nie było. Mąż znajomej oczywiście farbę kupił. Wrzosową. „No jak można nie zapamiętać?” – denerwowała się znajoma. Po tej rozmowie i powrocie do domu zrobiłam mały test. Poprosiłam mojego męża, żeby określił jakie to, według niego kolory: pistacjowy, szmaragdowy, seledynowy. Odpowiedź była jedna. Krótko i zwięźle: zielony. Rozbawił mnie do łez. Właściwie spodziewałam się takiej odpowiedzi. Mężczyźni tak mają. Co nie oznacza, że nie widzą subtelnej różnicy odcieni. Widzą. Po prostu nie przywiązują wagi do określeń. Po co sobie komplikować życie.
Jesteśmy różni. Kobiety i mężczyźni. Czasami trudno nam się porozumieć. Znam mężczyzn, którzy uważają, że kobiet zrozumieć się nie da. Można próbować. Najczęściej z marnym skutkiem. No, ale przecież jakoś musimy się komunikować. Zwłaszcza w małżeństwie.

tekst: Joanna Wołoszyn

Czytaj więcej w marcowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.