Kocham Cię Panie Jezu

Mam na imię Ewa. Mój mąż zginął w kopalni, w wypadku śmiertelnym w 1988 roku. Zostałam wdową z dwójką dzieci. Mój syn – Daniel – miał wtedy 10 lat, a Łukasz 5. Było mi bardzo ciężko, ale jakoś przetrwałam. Do wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa wstąpiłam 2 listopada 2013 roku. To, że mogę być we wspólnocie, jest dla mnie darem, widzę, że jestem potrzebna, mam dla Kogo żyć. Jest tu tyle ludzi, rozmawiam z nimi o swoich problemach, wiem, że mnie wysłuchają, nie wyśmieją, ale poradzą, modlą się razem ze mną, proszą Pana Boga o rozwiązanie moich problemów. Teraz moje życie jest piękne, chce mi się żyć, choć – gdyby przyszło mi umierać, to już jestem gotowa, nie boję się, bo wiem, że wszystko będzie dobrze. Wcześniej bałam się śmierci, bałam się wszystkiego, a teraz pogodziłam się z tym, że rodzimy się, żyjemy, bierzemy ślub, a później przychodzi czas rozstania z tym światem.

Czytaj więcej w lipcowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.