Jezus mnie uwolnił

Ewelina: Mam 28 lat i 15. miesięczną córkę. Pochodzę z woj. lubelskiego. Mieszkamy z mężem na stałe w Anglii. Ostatnio tutaj byłam dwa lata temu, ponieważ nie mamy takiej możliwości, aby częściej przyjeżdżać.  Bardzo rzadko jesteśmy w Polsce. Kuzynka wtedy zaproponowała: „Słuchaj, musimy jechać do Czatachowy”. Odpowiedziałam: „No dobrze”. Ania mówi: „Jedziemy do Czatachowy”. Dojechaliśmy, tam zastanawiałam się, o co się modlić. Pomyślałam, że młoda jestem, męża nie mam. Trzeba się więc o męża modlić. Wymodliłam męża, piękną, wspaniałą córkę, wszystko się układało… do tego roku. Kolejny problem się zaczął -udar. 7 maja tego roku miałam niedokrwienny, lewostronny udar. Trafiłam do szpitala, dużo komplikacji. Wyszło z badań m.in., że mam dziurę w sercu, która „jest do operacji”. Stwierdziłam, że oczywiście: „jak trwoga to do Boga”. Modlimy się cały czas, wierzymy jak najbardziej. Ja bardziej, mąż to tak – średnio. Ale jadę i muszę wszystko powierzyć Bogu przez Maryję. I oczywiście miesiąc temu byliśmy tutaj, zanim poddałam się badaniu na serce, które miało zadecydować czy będzie operacja i zamknięcie dziury w komorach.

Czytaj więcej w listopadowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.