Jezus Eucharystyczny

Asyżanie jak zwykle krzątali się przy swoich codziennych sprawach. Przekupki na rynku przekrzykiwały się wzajemnie, pragnąc przyciągnąć klientelę. Rzemieślnicy pochłonięci swoją pracą, starali się jak najlepiej zrobić to, co należało do ich fachu. Pewna kobieta właśnie prowadziła za rękę swojego syna do szkoły przy katedrze św. Rufina, bo dziś miały odbywać się lekcje z pisania i czytania Psałterza. Był wrzesień 1240 roku. Dzień jak co dzień, ale nie do końca… Szybko dało się wyczuć poruszenie w całym mieście. Wieści w lot roznosiły się po uliczkach. I co gorsza, wszystko wskazywało na to, że to nie były zwykłe plotki, ale zdumiewające fakty, budzące wręcz przerażenie. Ludzie powracający w obręb murów miasta mijali oddziały żołnierzy, niektórzy widzieli w pobliżu uzbrojonych łuczników. Z twarzy wojowników biła pewnego rodzaju dzikość, zupełnie obca ludziom kultury europejskiej. Co rusz dochodziły nowe wieści, które rozwiewały wątłe nadzieje mieszkańców Doliny Spoletańskiej, iż może to wszystko to jednak tylko wymysł podróżnych. To byli Saraceni! Któż nie słyszał o tych wojskach, najętych przez cesarza Fryderyka, plądrujących włoskie miasta, żądnych krwi chrześcijańskiej? Niejedna historia wzbudzała lęk w każdym, kto tego słuchał. Obawiano się chwili, która właśnie nadeszła i nawet niebo zaszło ciemną chmurą, jakby w geście współodczuwania. Poczucie bezsilności rzuciło asyżan na kolana przed Bogiem. Wiedzieli, Kto jedynie może ich ocalić. I wiedzieli, kto im to u Niego uprosi.

tekst: s. Paulina

Czytaj więcej w kwietniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.