Jeżeli jesteś, jeśli istniejesz

Mam na imię Marcin, skończyłem 32 lata. Należę do drugiego kręgu wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa. Wychowywałem się w zwyczajnej, katolickiej rodzinie, gdzie „chodziło się” na niedzielne Msze święte i inne kościelne uroczystości, ponieważ taka była u nas rodzinna tradycja. Była to pewnego rodzaju pobożność, ale niewiele miała ona wspólnego z praktykowaniem wiary chrześcijańskiej w życiu codziennym. Jestem przekonany, że brakowało w naszej rodzinie prawdziwego obcowania z Bogiem żywym na co dzień, co prawdopodobnie skutkowało brakiem miłości i jedności między nami. Nie modliliśmy się razem i rzadko ze sobą rozmawialiśmy. Każdy miał swoje pomysły na spędzanie czasu. Coraz bardziej oddalaliśmy się od siebie. Przez okres dzieciństwa byłem dzieckiem zwykle radosnym i bardzo aktywnym fizycznie. Uprawiałem wiele sportów, miałem – jak każdy – swoje pragnienia i zainteresowania, dobrze się uczyłem w szkole i powiem szczerze: wydawało mi się, że wszystko układa się zgodnie z moimi marzeniami. Kiedy miałem 17 lat – poważnie zachorowałem. Pojawiły się bardzo dokuczliwe bóle w okolicach nosa, oczu, które nie pozwalały mi funkcjonować jak dawniej. Świat mi się zawalił. Wszystkie plany, pragnienia i sielankowe życie runęły w gruzach. Zacząłem szukać pomocy u specjalistów: laryngologów, neurologów, okulistów i wielu innych. Trwało to wiele lat, jednak bezskutecznie, bo było coraz gorzej.

W końcu trafiłem do psychiatry. Stwierdzono u mnie zaawansowaną depresję. Miałem tak silne lęki, że bałem się wyjść z domu i musiałem się bardzo wysilić, żeby z kimkolwiek porozmawiać. To jest straszna choroba. Nie można jej opisać komuś, kto się z nią nie zetknął. Zrozumie tylko ten, kto sam jej doświadczył. Zamknąłem się w pokoju. Spędzałem wiele czasu, grając w gry komputerowe różnego rodzaju: od wyścigów samochodowych i piłki nożnej aż po różnego rodzaju gry okultystyczne, przesiąknięte przemocą, magią, a nawet satanizmem. Niestety, dzisiaj takich gier na naszym polskim rynku nie brakuje. Uzależniłem się bardzo od tych gier i wnikając mocno w ich głębię, postrzegałem rzeczywistość w coraz mroczniejszych i ciemniejszych barwach. Zacząłem fascynować się złem. Miałem niekiedy wielkie trudności z rozeznaniem do końca, co jest dobre, a co złe. Z biegiem czasu do moich poprzednich dolegliwości doszły jeszcze bardzo silne, napięciowe bóle całego karku. Załamałem się całkowicie, nie miałem już w sobie żadnej nadziei.

tekst: Marcin

Czytaj więcej w lutowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.