Ogień Jezusa

Katolicki Miesięcznik Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa

Wiara Reportaż/relacja

Jestem tu dla Chrystusa

Głosi Słowo Boże, odbiera porody, buduje Dom Nadziei dla sierot, jak sam mówi pomaga tym najbardziej potrzebującym z potrzebujących. Od siódmej rano do siódmej wieczorem jest na ulicy. Poznajcie brata Damiana Lenckowskiego, misjonarza, który oddał swoje życie Jezusowi i Afryce.

Jakie były początki pracy w Nigerii?
Początki były naprawdę bardzo trudne, przede wszystkim jeśli chodzi o klimat, temperaturę. W Nigerii jest 70 proc. wilgotności, więc jak się przyjeżdża, to jest na przykład problem z oddychaniem. Kolejna trudność: język. Ten język angielski jest taki marketowy i trudny do zrozumienia. Musiałem się go uczyć. Jestem też jedynym białym człowiekiem w zgromadzeniu, jedynym Polakiem, dlatego poznanie ich tradycji, obyczajów, to też było dosyć trudnym doświadczeniem. Moja praca – to przede wszystkim posługa Słowem Bożym, ale również przykład samego życia. To pomoc socjalna i modlitewna.

Jak wygląda zwykły dzień misjonarza?
Każdy dzień jest tak naprawdę inny. Ze względu na to, że w całym wikariacie Bomadi jest 3 mln mieszkańców, z czego 1 procent to katolicy, 90 procent poganie, animiści, musimy jeździć, ewangelizować, aby dotrzeć do jak najwięcej ludzi. Każdy dzień rozpoczynamy o 3 rano modlitwami, adoracją, nabożeństwem słowa i Komunią Świętą. Od godziny siódmej rano do siódmej wieczorem jesteśmy na ulicy. Jesteśmy misjonarzami ulicy, nasz dom jest na ulicy, nasza misja jest na ulicy, więc dopiero wieczorem wracamy na wspólną modlitwę, posiłek i idziemy spać.

Czytaj więcej w czerwcowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.