Franciszek i Klara

Krzyż w małym, zrujnowanym i nieczynnym kościółku św. Damiana w dolinie Spoletańskiej tryska życiem. Dosłownie – strumienie krwi jak z bijącego źródła wylewają się z Chrystusowym Ran, niczym ożywiający i obmywający strumień miłosierdzia… Ten krzyż zwiastuje zwycięstwo. Ukrzyżowana miłość przezwyciężyła  niejeden opór, niejeden lęk, niejedno wahanie Franciszka Bernardone. Syn bogatego kupca miał mieć przed sobą świetlaną przyszłość: bogactwo, sława; pojawił się też pomysł, by zdobyć tytuł rycerski i w ten sposób dostać się do wyższej klasy społecznej – jak to w średniowieczu, liczył  się  ten, kto jest wyżej (maior).  Jedna nieudana wyprawa na wojnę, potem druga, w której Asyż przegrywa z Perugią i wielu idzie do niewoli, a wśród nich nasz bohater. Przychodzi choroba, czas na refleksję… Łaska działa nieustannie, krok po kroku, chwila za chwilą. Młodzieniec powoli kapituluje wobec Miłości, Która nie jest kochana. Klęka przed Krzyżem, który nagle do niego przemawia: „Franciszku, komu lepiej służyć – panu czy słudze”?

tekst: s. Paulina

Czytaj więcej w styczniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.