Ogień Jezusa

Katolicki Miesięcznik Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa

Reportaż/relacja

Franciszek Borgiasz

Gdybym dziś podpisała swój list (a może lepiej SMS-a) „Dagmara grzesznik” pewnie pisałyby o tym wszystkie portale społecznościowe. Nie obyłoby się bez „szumu medialnego”, krytyki, ciętych ripost i wyśmiewania. Współczesny człowiek zagubił pojęcie grzeszności. Na co dzień po prostu się o tym nie mówi. Gdyby ktoś w towarzystwie przyznał się głośno, że jest grzesznikiem, popełniłby poważne faux pas. A to przecież prawda o człowieku, jednak przyjąć ją jest w stanie tylko ten, kto dogłębnie poznał samego siebie. Do tego właśnie zdolni byli święci. Oni doskonale zdawali sobie sprawę, że mogliby popełnić każdy grzech, gdyby Pan Bóg nie powstrzymał ich od tego swoją łaską. Pisali i mówili prawdę o sobie. I nikt się tym nie bulwersował.

Wystawiony na pokusy – pozostaje czysty
„Franciszek grzesznik” – tak podpisywał swoje listy Borgiasz. To jeden z tych świętych, którzy już od młodości przeczuwali, że bogactwa materialne, zaszczyty i sława – to droga błędna. Uciekał więc od nich i nie przywiązywał serca do tytułów, choć przecież pochodził ze znakomitego, hiszpańskiego rodu. Urodził się w książęcej rodzinie w Gandii 28 października 1510 roku. Pierwszym wydarzeniem, które znacząco wpłynęło na jego życie była śmierć matki. Franciszek miał wtedy zaledwie 10 lat. Wówczas to zaopiekował się nim arcybiskup Saragossy, przykładając się bardzo do jego wykształcenia.

tekst: Dagmara Gałązka

Czytaj więcej w marcowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.