Fejs czy Bóg? Czyli jak nie dać się omamić

Dawniej życie było prostsze. Mniej elektroniki, więcej relacji. Dziś trudno sobie wyobrazić sytuację, gdy chcąc z kimś omówić daną sprawę, idziemy na pieszo czy jedziemy na rowerze prosto do jego domu. A przecież dawniej tak wyglądało życie. Dziś wystarczą trzy „kliknięcia” w ekran smartfona i już słyszymy w głośniku głos znajomego. Obecne czasy zmuszają do zmiany sposobu życia: ograniczają kontakty osobiste, a rozwijają cyfrowe. Czy to dobrze? Niekiedy nam to pomaga, możemy zaoszczędzić czas, zrobić wtedy coś więcej. Jednak nie zawsze „więcej”, znaczy lepiej. Rozwój technologiczny tak mocno uczy nas szybkiego życia. Musimy rozwinąć się najwięcej, zarobić najwięcej, mieć najwięcej znajomych i obejrzeć najwięcej filmów. Presja wielkości „dopada” także nas, chrześcijan. Jak sobie z tym poradzić? Jak nie dać „się wciągnąć” w ten bezsensowny bieg ku próżnej wyższości? Możemy uniknąć tego jedynie dzięki odpowiedniemu podejściu do dzisiejszej technologii. Bo, że coś współcześnie się rozwija, nie od razu oznacza, że jest to złe, powinniśmy to – po prostu – właściwie wykorzystać. Ale jak to zrobić? Jak w całym zalewie zła odnaleźć wodospady dobra?

tekst: Damian Krawczykowski

Czytaj więcej w majowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.