Dziękuję za miłość

Od „dziecka” byłam przy Panu Bogu. Pomagałam księdzu w drobnych pracach, wypisywałam obrazki na Komunię Świętą, liczyłam karteczki od spowiedzi. Był też kiedyś zwyczaj, że obraz Matki Bożej „chodził po domach”. Kiedy miał przyjść do nas, zrobiłam takie piękne serce, w nim była Maryja. Kolejny raz Maryja przyszła do mnie w święto Bożego Narodzenia. Leżeliśmy w sypialni, rodzice osobno, my z siostrą osobno i nagle usłyszałam trzask, pobiegłam do kuchni, na ziemi leżał mój obrazek od I Komunii Świętej z wizerunkiem Matki Bożej. Był cały potrzaskany. To było ostrzeżenie. Tak teraz to odczytuję. Rok po tym wydarzeniu, wyszłam za mąż. Miałam wtedy siedemnaście lat. Moje małżeństwo trwało bardzo krótko, jedynie 12 miesięcy. Byliśmy zbyt młodzi i niedojrzali. Zostałam z córeczką Marlenką. Postanowiłam wówczas, że nigdy więcej nie wyjdę za mąż i tak się stało. Przez całe życie byłam sama. W tym okresie całkowicie odsunęłam się od Pana Boga, przestałam chodzić do Kościoła, a siły i czas poświęciłam pracy. To był „pęd za zarobkiem”. Byłam ekspedientką w sklepie. Zaczęłam bardzo dużo pracować, wszystkie weekendy, niedziele. Takiej pewności siebie nabrałam, że jestem silna, że utrzymam swoje dziecko i na tym się skupiłam.

Czytaj więcej w marcowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.