Dziękuję za dar

MiMJ: Mam na imię Małgorzata. Przyjechałam z mężem. Mam 28 lat. Pierwszym razem przyjechaliśmy na spotkanie w lipcu 2014 r. To był dla mnie wielki szok i niezrozumienie tego co tu się dzieje. Była modlitwa uwolnienia i uzdrowienia. Były uzdrowienia ze zranień z dzieciństwa. Poczułam wielką ulgę na tych modlitwach. Wróciłam ze spotkania i czułam się lepiej, zeszły ze mnie ciężary, które gdzieś tam człowiek dźwigał. Następnym razem postanowiłam namówić mojego narzeczonego, który teraz jest moim mężem żebyśmy pojechali. Ciężko było go namówić, ale pojechaliśmy. To był marzec 2015 r. I były modlitwy o uzdrowienie i słowa padły, że osoby które są uzdrawiane wewnętrznie i fizycznie będą czuły ciepło w tych miejscach w których są chore. Ale nic nie czułam i pomyślałam, że nie tym razem, bo trzeba być po spowiedzi przygotowanym itd. więc raczej nie będę uzdrowiona. Po miesiącu przeżyłam zaskoczenie, bo 5 lat wcześniej miałam problem z jajnikami i guza przysadki mózgowej i lekarze mówili że to jest podwójna bezpłodność. Przez 5 lat brałam leki, leczyłam się i nic się nie działo ,a miesiąc po spotkaniu okazało się, że będzie dziecko. Przywieźliśmy stąd dar potomstwa. Dodam ,że ja po 3 miesiącach się dopiero zorientowałam, bo też nie przypuszczałam. Przyjechałam się modlić o całkiem inne rzeczy karierę itd. pomyślne dokończenie studiów. Dostaliśmy wiele łask i przemianę naszego życiu, nieprawidłowe, złe nawyki, używanie przekleństw, brzydkich słów zredukowaliśmy praktycznie do zera. Zaczęliśmy uczęszczać na Msze święta wcześniej nudziliśmy się na Mszach. Teraz otworzyłam się na Msze świętą odczuwam Bożą obecność i ciepło w sercu. Wspólnota pomogła nam tutaj przyjeżdżając na Przeprośną Górkę otwierać się na łaski od Boga i teraz jak coś się dzieje to Pan Bóg wiemy, że jest pierwszą pomocą, a nie ostatnią deską ratunku, kiedy już sobie nie radzimy. To tak pomaga nam na co dzień i wspólnota nas bardzo umacnia mnie i moją rodzinę. Był taki czas, że przestaliśmy przyjeżdżać i podupadaliśmy, bo był brak czasu. Zawsze jak mieliśmy tu przyjechać to zawsze są jakieś przeszkody, bo dziecko albo zachoruje albo się samochód popsuje albo jeszcze jakieś inne rzeczy na ostatnią chwilę albo dzień przed, ale jakoś się zbieramy żeby przyjechać i potem wracamy naładowani na najbliższy tydzień, miesiąc, więcej cierpliwości, sił fizycznych. Teraz patrzę inaczej. Dziękuje bardzo i chwała Panu.

Czytaj więcej w styczniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.