Dziękuję Bogu za nowe życie

Agnieszka, Warszawa: Lekarze dawali mi bardzo małe szanse na zajście w ciążę. Musiałam brać leki, zastrzyki, niestety, kiedy już udało mi się zajść w ciążę, poroniłam w 8 tygodniu. Mówiono mi, że będę musiała długo się leczyć i brano pod uwagę zapłodnienie in vitro. W szpitalu byłam w „fatalnym” stanie, „zawalił się” mój świat. Przed poronieniem myślałam też o oficjalnym odejściu z Kościoła, ponieważ bardzo wiele rzeczy mnie irytowało. W kościele robiło mi się słabo. Pod koniec pobytu w szpitalu poznałam kobietę, która powiedziała ot tak: „Poszukaj w Częstochowie księdza Daniela”. Śmiałam się z niej, ale po powrocie do domu nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Po jakimś czasie, ponieważ miałam kilka prób dotarcia na spotkanie, w końcu udało mi się, pojechałam do kościoła na Rakowie z zupełnym, sceptycznym nastawieniem. Na Mszy długo płakałam, nie mogłam tych łez zatrzymać. Wracałam pełna radości i w zupełnie innym nastawieniem. Stało się coś, czego nie potrafię pojąć mimo upływu czasu. Wiem, że nie jest możliwe uczucie takiej radości i lekkości nawet po najlepszych wakacjach. Po 3 miesiącach od spotkania zaszłam w ciążę.

Czytaj więcej w październikowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.