Drugi brzeg

Śmierć… Tak, wiem… Mnie też trudno o niej mówić. Zawsze się jej bałam. Ale powoli, z biegiem lat zaczęłam się oswajać. Tak – ja zaczęłam się oswajać z nią. Bo jej oswoić chyba nigdy nie zdołam. Jaka różnica? Oswoiłam lęk. Ale nie do końca. A ona… Nadal jest dla mnie jak dzikie zwierzę – przychodzi kiedy chce i zabiera kogo chce. Dla mnie to trudne. Lubię być przygotowana. Zwłaszcza do tego, co trudne. Zawsze taka byłam. Muszę sobie wszystko poukładać w głowie wcześniej. To bywa irytujące. Zwłaszcza dla osób, które działają zupełnie inaczej – ”biorą byka za rogi” i „skaczą na główkę”… Na szczęście mam Boga, który jest panem Życia, ale też Panem śmierci. Kiedy uświadomiłam sobie tę prawdę, śmierć przestała jawić mi się jako coś przerażającego. Nadal jest niewiadomą, budzi niepokój, ale to już nie jest paraliżujący lęk. „Śmierć jest częścią życia” – usłyszałam to zdanie na rekolekcjach, parę lat temu. Wtedy nie do końca rozumiałam. Ale minęło kilka lat i zrozumiałam, że to najprawdziwsza prawda. Co więcej – nasze życie nie kończy się w momencie śmierci. Kto raz został poczęty z Woli Boga, ten żyje wiecznie. Rodzimy się, by nigdy nie umrzeć. Śmierć to nie jest koniec istnienia. To skok na głęboką wodę, to podróż w nieznane. A nieznane może rodzić lęk. Co zrobić, by go nie odczuwać? Ja robię to, co zawsze: szukam, pytam, czytam. Tak to już ze mną jest – jeśli czegoś się obawiam, próbuję to oswoić.

tekst: Joanna Wołoszyn

Czytaj więcej w listopadowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.