Ogień Jezusa

Katolicki Miesięcznik Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa

MiMJ Wiara Reportaż/relacja

Droga z Maryją do Domu Ojca: Jan Paweł II

Jest 2 kwietnia 2005 roku. Na Placu Świętego Piotra zbiera się kilkutysięczny tłum. Wszyscy wpatrują się w okno. Jakby chcieli ujrzeć jeszcze raz, ten ostatni raz, świętą twarz papieża Polaka, choć wiadomo, że to już niemożliwe. Cały świat od kilku dni przygotowuje się razem z nim na odejście. Tylko, że on odchodzi, a oni muszą zostać. Ten bolesny moment, każdy przeżywa na swój sposób. Miliony osób modlą się, płaczą, obiecują poprawę. Niektórzy milczą. „Szukałem was, teraz wy przyszliście do mnie i za to wam dziękuję”.
To pierwsza sobota miesiąca. Wigilia Bożego Miłosierdzia. Godzina 21.37… „Gdy będzie wam trudno, gdy będziecie w życiu przeżywać jakieś niepowodzenie, czy zawód, niech myśl wasza biegnie ku Chrystusowi, Który was miłuje, Który jest wiernym towarzyszem i Który pomaga przetrwać każdą trudność”.

Miłość mi wszystko wyjaśniła

Jan Paweł II. Kim był? Księdzem, kardynałem, profesorem, poetą, doskonałym kaznodzieją, filozofem, mistykiem wyprzedzającym czasy, w których żył, papieżem – Polakiem walczącym o wolność i prawa jednostki. Jest też autorem 14 encyklik, 14 adhortacji, 11 konstytucji oraz 43 listów apostolskich. To wielki podróżnik, odbył 102 wyprawy zagraniczne, odwiedził 135 krajów. Samych pielgrzymek na terenie Włoch było 142. Oblicza się, że przebył 1,6 miliona kilometrów, co odpowiada czterokrotnej odległości między ziemią a księżycem. To święty, którego beatyfikacji dokonał papież Benedykt XVI 1 maja 2011 roku, a kanonizował obecny Ojciec Święty Franciszek, 27 kwietnia 2014 roku, w Rzymie.

Ale czy to dzięki tym wszystkim tytułom, tym niezwykłym dokonaniom, był tak szanowany i kochany przez cały świat i każdego z osobna? Nie, na pewno nie. Jan Paweł II był dobry jak chleb, każdy mógł podejść i zakosztować tej dobroci. Był studentem dla ceniących naukę, poetą dla marzycieli i dusz wrażliwych, „politykiem” dla zajmujących się sprawami tego świata. Robotnikiem w kopalni dzielącym los z człowiekiem ciężkiej pracy. Matką dla sierot, sam doświadczył pustki i bólu samotności po stracie mamy, a później taty. Był młodym z młodymi, nie ograniczał ich wolności, ale pomagał mądrze kochać i wymagać. Schorowany i cierpiący uczył osoby starsze pełnego zawierzenia w najtrudniejszych momentach życia. Był światłem dla szukających drogi. Stał się wszystkim dla wszystkich, by dla Ewangelii Chrystusa pozyskać chociaż jednego.

tekst: Dagmara Gałązka

Czytaj więcej w styczniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.